„Zafarbuj włosy! Raz się żyje. Na pewno dobrze wyjdzie!” takimi oto słowami mój mężczyzna przekonał mnie do zakupu farby „Jasny popielaty blond”… ba nawet pomógł mi ją nałożyć na włosy – ideał i złoto, a nie mężczyzna. :roll:
I jakże wielkie było moje zdziwienie po 40 minutach. Miodowy brąz… a może ciemny blond z rudym połyskiem… ?!
… tak się obserwowałam w lustrze paręnaście minut… z miną mniej lub bardziej dziwną. Zastygłam niczym posąg… Przeanalizowałam wzdłuż i wszerz. Po dłuższym zastanowieniu, kolor mi się podoba. A właściwie podoba mi się to jak w nim wyglądam.  Tylko, że mój mózg nie może przetworzyć informacji, w jaki sposób zimny odcień farby mógł utworzyć ciepły odcień na moich włosach. To chyba MAGIA!

[źródło zdjęcia: tumblr]

Weekend dobiega końca, kolejny miesiąc się kruszy, a we mnie jakaś melancholia trwa od jesieni. Nie chce odejść. Wszystko wokół się rozpływa, przecieka przez palce… a ja stoję na środku wielkiej kałuży, bez butów… przemoknięta do najdalszych krańców duszy… gdzie Ci ludzie którzy obiecali trwać… nazwali się przyjaciółmi… a zniknęli niczym bańka mydlana.